poniedziałek, 13 sierpnia 2012

João i Agnieszka


Gdy się spotkaliśmy po raz pierwszy, Agnieszka była w ósmym miesiącu ciąży. Gdy odwiedziłem ich po raz drugi, był już z nami Filip. 

On z Lizbony, ona z Nowego Sącza. Jak się poznali?
Jako współlokatorzy. Joao do Krakowa przyjechał do pracy. Szukał tez w swoim życiu odmiany, „czegoś nowego”. Był luty 2010 roku i w środku najsurowszej zimy jakiej kiedykolwiek doświadczył szukał mieszkania w Krakowie. Miał dość tułaczki po jak to nazwał „beznadziejnych dziurach”, gdzie początkowo mieszkał, i gdzie jak twierdzi groziło mu wyziębienie organizmu lub przynajmniej zapalenie płuc. Nad wyraz źle przyjmował wyjątkowe wtedy mrozy. Natrafił na ogłoszenie w Internecie. Mieszkanie na św. Filipa. Wyglądało nieźle. Postanowił sprawdzić.
Otwarły się drzwi a w nich Agnieszka. Nie chciała witać się przez próg, więc wpuściła go do środka. Joao poczuł ciepło. I tak poznali się, zaprzyjaźnili i zostali kochankami.

Za szybko jednak na happy end. Po 1 roku Joao stracił prace i musiał wracać do Lizbony. Nie było mu łatwo. Tęsknił za Agnieszką, za Krakowem. Mieszkając na nowo w Portugalii czuł pustkę. Wrócił. Wkrótce znalazł bardzo dobra i ciekawą pracę.
Obecnie oboje zajęci wychowaniem małego Filipa, wspominają wspólne początki.

Co najbardziej pamiętasz z Twoich pierwszych dni w Polsce?

Joao: Zimno – nie byłem na nie przygotowany. Nie miałem wtedy odpowiednich ubrań. Mówiłem sobie, jaki to głupi pomyśl żeby tu przyjechać. Nawet nie miałem ochoty jeździć w takie mrozy na Rynek. Zdziwiło mnie też, że nie ma też w pobliżu mieszkania żadnej kawiarni. Byłem przyzwyczajony, że na każdym kroku jest miejsce, gdzie można posiedzieć i spokojnie porozmawiać. Poza tym ta bariera językowa. Z początku oczywiście nic nie rozumiałem. Na szczęście ludzie, których spotykałem mówili po angielsku.

Polska i Portugalia są obok siebie w alfabecie, nawet obok maszerują na otwarciu olimpiady. Czy są to jednak dwa różne światy, czy może dostrzegasz jakieś podobieństwo?

To dwa naprawdę różne miejsca. Tak dla mnie osobiście jak i w sensie kulturowym. Nawet nie próbuję ich porównywać. Poza tym w Portugalii ludzie naprawdę niewiele wiedzą o Polsce. Zwykle pierwsze skojarzenia jakie im się nasuwają to bursztyn, ładne dziewczyny i wódka. 
Dlaczego pomysł by przyjechać akurat do Polski?

Na stronie Uniwersytetu w Lizbonie znalazłem ofertę pracy w Krakowie. Moje życie w Lizbonie stawało się coraz trudniejsze. Coraz trudniej było o prace. Poza tym nigdy wcześniej nie pojechałem nigdzie, na żaden Erasmus ani do pracy zagranice. Miałem tez trochę wszystkiego dosyć. Chciałem przeżyć coś nowego.  

Czy nie tęsknisz za plażą i słońcem?

Wiesz, będąc tam pracowałem tak dużo, ze zapominałem o tym że mamy nawet dostęp do oceanu. Nie miałem kiedy się tym nacieszyć. Ciągnąłem dwie prace równolegle i nadal trudno było mi mówić o jakiejkolwiek stabilizacji. To tu w Krakowie po raz pierwszy dostałem stałą prace. Owszem z początku było trudno, ale z czasem znalazłem znajomych  za to jak już przyszło lato to byłem zachwycony.

Co najbardziej lubisz w Polsce?

Hm.. w pierwszej kolejności Agę, później sernik jej Mamy, wódkę Krupnik no i jeszcze lubię Kraków.

A za czym tęsknisz?

Za pogoda – tutaj tyle trzeba czekać na normalną pogodę. Za to jak już przychodzi – wtedy naprawdę zaczynasz ją doceniać.

Czy myślisz, ze to trudne być cudzoziemcem w Krakowie?

Tak wydaje mi się ze tak. Choć z początku jest fajnie i śmiesznie, ale z czasem zaczyna Cię męczyć, że tylu ludzi na Ciebie patrzy i przygląda się. Nie ukrywam, że meczy mnie też, ze ludzie biorą mnie za Hiszpana lub mówią do mnie po hiszpańsku. Ale myślę, że Kraków do dobre miejsce dla Portugalczyka. My Portugalczycy dobrze adaptujemy się w każdych warunkach i w różnych miejscach w których byśmy nie byli na ziemi czujemy się jak w domu.

1 komentarz: